''Można patrzeć i nie widzieć, czasami warto zapytać, co widzieli inni.''
...Po występie poetyckim udałam się z Simonem pod jakiś klubu nocnego, gdyż moją uwagę przykuł pewien znak, który się tuż przy jego nazwie.
- Przepraszam, co oznacza ten znak? - zapytałam się ochroniarza i wskazałam miejsce gdzie się znajdował.
- Jaki znak? Przecież tam nic nie ma - odezwał się mój przyjaciel.
Chłopak z niebieskimi włosami, który wszedł przed nami, odwrócił się i podszedł do faceta pilnującego wejścia. Zaczął coś mu szeptać do ucha i wszedł do budynku. Ochroniarz się odsunął i pozwolił nam wejść. Ze zdziwieniem obejrzałam się na Simona. On także był zdziwiony. Znając go to najchętniej by tu w ogóle nie wchodził, ale że ja chciałam tu zajrzeć to ruszył za mną, bo nie chciał, abym sama wchodziła.
Po wejściu uderzyła w nas głośna muzyka. Kolorowe światła rozświetlały to pomieszczenie, a wszyscy znajdujący się tu ludzie dziwnie wyglądali. Zaczęliśmy się przeciskać przez tłum.
- Pójdę po coś do picia - odezwał się Simon i zniknął w tłumie.
Próbowałam się wmieszać w tłum i zaczęłam tańczyć, ale nie przychodziło mi to z łatwością, gdyż ten niebieskowłosy chłopak mi się przyglądał. Jednakże nie zwracał na mnie zbyt długo uwagi, bo już po chwili patrzył się na coś innego. Powędrowałam wzrokiem za nim i zatrzymałam na dziewczynie. Jej długie, czarne włosy były rozpuszczone i sięgały pasa, a biała suknia dotykała podłogi. Kiwnęła do niego głową i ruszył w jej kierunku, a ona zaczęła się oddalać w spokojniejszy zakątek klubu. Kiedy on tylko mnie minął to od razu poszłam za nim. Obserwowałam wszystko zza szyby. Podszedł do niej i odsunął kawałek jej sukienki tuż przy dekoldzie. Musiał chyba coś tam zobaczyć, bo już miał zamiar uciekać, ale nie udało mu się, gdyż dziewczyna zaatakowała go biczem. Momentalnie pojawiło się przy niej dwóch chłopaków. Jeden z nich trzymał w ręce nóż, a drugi wyciągnął miecz, który błysnął jasnym światłem i przebił nim serce chłopaka, dzięki któremu udało mi się tu wejść.
- Nieeee! - krzyknęłam bardzo, ale to bardzo głośno. Byłam przerażona.
Muzyka nagle ucichła i wszyscy zaczęli się na mnie patrzeć. Ja nadal patrzyłam na osoby, które były po drugiej stronie szyby. Dziewczyna ze zdumieniem na twarzy spojrzała na ciemnowłosego chłopaka. Drugi chłopak, w kapturze, który ściągnął z głowy i poprawił swoje blond loki, patrzył się głęboko w moje zielone oczy. Pewnie przyglądał by mi się dłużej, ale jego towarzysze zaczęli ciągnąć go za sobą, aż w końcu uległ i ruszył pośpiesznie za nimi.
- Clary! - usłyszałam głos przyjaciela. - Co się stało? Dlaczego krzyczałaś?
- Nic nie widziałeś?
- Ale co miałem widzieć? - był zdziwiony.
- Dziewczyna... Chłopaki... Ten niebieskowłosy... Miecz... Morderstwo... - gadałam jak najęta. Nadal byłam i przerażona i w szoku.
- O czym ty mówisz, Clary? Musiało ci się coś przewidzieć... Piłaś coś?
- Nie. Przysięgam, że to widziałam. Był nóż i krew.
- Lepiej spadajmy stąd, zanim sobie ludzie pomyślą, że jesteś jakaś nienormalna.
Simon zaprowadził mnie do domu. Przez całą drogę nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa. Weszłam do mieszkania i zamknęłam drzwi na klucz. Zastałam mamę śpiącą w salonie na kanapie. Podeszłam do niej i przykryłam ją kocem i poszłam do swojego pokoju. Byłam zmęczona tym dniem, więc nawet nie miałam siły przebrać się w piżamę, tylko od razu rzuciłam się na łóżko i po położeniu głowy na poduszkę zasnęłam.
Gdy obudziłam się rano nie wiem jakim cudem znalazłam się na krześle siedząc przy parapecie. Chciałam przetrzeć rękami oczy, ale gdy tylko uniosłam dłonie, zauważyłam, że są brudne. Spojrzałam w dól na parapet. Znajdowała się tam kartka z narysowanym znakiem, który widziałam wczorajszego wieczoru. Odwróciłam się i zamarłam. Całe ściany mojego pokoju były pokryte kartkami z takim samym znakiem.
Szybko się przebrałam i zadzwoniłam do Simona. Chciałam się z nim jak najszybciej spotkać i mu to pokazać. Umówiliśmy się na kawę w naszej ulubionej knajpce. Spakowałam do torby kilka obrazków. Wzięłam z kuchni jabłko i już miałam wychodzić, ale zatrzymała mnie moja mama.
- Dokąd się wybierasz? - zapytała się mnie.
- Idę spotkać się z Simonem. To ważne - otworzyłam drzwi.
- Muszę ci coś ważnego powiedzieć... - zaczęła, ale jej przerwałam.
- Porozmawiamy jak wrócę - wyszłam i trzasnęłam lekko drzwiami.
Dojście do knajpy zajęło mi jakieś kilkanaście minut. Weszłam do środka i zasiadłam do stolika, gdzie przyjaciel już na mnie czekał. Zdążył już zamówić nam kawy.
- Nie wiem, co się ze mną dzieje... - zaczęłam powoli, mając nadzieję, że jakoś zrozumie to, co zamierzam mu powiedzieć. Zaczęłam wyciągać obrazki ze swojej torby. - Przez sen narysowałam setki takich obrazków, całe ściany w moim pokoju są nimi oblepione. W ogóle nie wiem, co ten znak oznacza.
- Nigdy tego znaku nie widziałem - stwierdził.
- No właśnie ja też nie. Do wczorajszego wieczoru... - obróciłam się, żeby na niego spojrzeć, jednak mój wzrok skupił się na osobie za oknem. Był to ten blondyn z tego klubu. - Widzisz go? Tego chłopaka za oknem?
- Jakiego chłopaka? Clary, tam nikogo nie ma - Simon spojrzał na mnie dziwnie.
Blondyn cały czas na mnie spoglądał. Denerwowało mnie to trochę, ale naszła mnie myśl, że może on będzie wiedział, co oznacza ten znak.
- Zaraz wracam - odezwałam się i szybko opuściłam lokaj. Coś tam Simon jeszcze do mnie mówił, ale nie zrozumiałam.
Udałam się w uliczkę, która znajdowała się między knajpą a jakimś tam sklepem. Stał oparty o ścianę trzymając ręce w kieszeni, ale gdy zauważyły, że się zbliżam, odsunął się od niej i ściągnął kaptur.
- Co oznacza ten znak? - wyciągnęłam kartkę ze znakiem i podłożyłam mu pod nos. - Co oznacza ten znak?! - powtórzyłam głośniej. Mężczyźni, którzy akurat wsiadali do samochodu zaczęli się patrzyć na mnie tak, jakbym była szalona, ale nie zwróciłam na nich żadnej uwagi.
- Wiedziałem, że nie jesteś zwykłą przyziemną... - zaczął zabierając kartkę. - To dowodzi, dlaczego mnie widzisz.
- Przyziemną? - zapytałam zdziwiona.
- Człowiekiem - wyjaśnił.
Chciał chyba coś jeszcze mi powiedzieć, ale mój telefon zaczął dzwonić. Zignorowałam to i czekałam, aż coś jeszcze dopowie. Telefon dalej dzwonił.
- Odbierz. To staje się irytujące.
Patrząc się na niego wyciągnęłam z kieszeni telefon i odebrałam.
C: Tak mamo? Zaraz wracam do domu.
J: Nie! Pod żadnym pozorem nie wracaj do domu!
C: Ale dlaczego? Co się stało?
J: Obiecaj, że nie wrócisz do domu.
C: Ale...
J: Zadzwoń do Luka. Powiedz mu, że Valentine mnie znalazł.
C: Mamo...
J: Kocham cię...
I linia została przerwana.
Od tego czasu moje życie strasznie się zmieniło.
Jaki taki i owaki prolog się pojawił. Mam nadzieję, że się spodoba :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz